Wystawiasz coś na sprzedaż, a kupujący, zamiast zapytać o stan rzeczy, przysyła ci maila z linkiem? Zatrzymaj się. Żeby ktoś zapłacił ci przelewem, wystarczy mu twój numer konta. Jeśli link otwiera stronę logowania do banku, a chwilę później dzwoni „konsultant” i prosi o kody SMS, to oszustwo.
Schemat krok po kroku: od ogłoszenia do pustego konta
Policja opisała niedawno przypadek, który dobrze pokazuje, jak to działa. Mężczyzna chciał sprzedać w internecie części do pralki za 200 zł. Skończyło się na tym, że stracił ponad 11 tys. zł. Cały mechanizm da się rozpisać na kilka prostych kroków.
- Ogłoszenie. Wystawiasz przedmiot na portalu sprzedażowym i podajesz kontakt. Dla przestępców to wystarczający sygnał, że można spróbować.
- SMS od „kupującego”. Ktoś pisze, że chętnie kupi. Nic podejrzanego, przecież właśnie na taką wiadomość czekasz.
- Mail z linkiem. Niedługo potem na skrzynkę trafia wiadomość z odnośnikiem.
- Fałszywe logowanie. Link prowadzi na stronę łudząco podobną do panelu bankowości elektronicznej. Wpisujesz login i hasło, a one lądują prosto u oszustów.
- Telefon „z banku”. Dzwoni kobieta, która przedstawia się jako konsultantka. Mówi, że na twoim rachunku pojawiła się podejrzana transakcja, i proponuje pomoc w zabezpieczeniu pieniędzy.
- Kody SMS. „Konsultantka” prowadzi cię za rękę: prosi o akceptowanie kolejnych wiadomości i przekazywanie kodów autoryzacyjnych. W opisanym przypadku mężczyzna zatwierdził w ten sposób 12 transakcji.
Dlaczego ten telefon brzmi tak przekonująco?
Bo trafia w idealny moment. Przed chwilą logowałeś się do „banku”, więc rozmowa o podejrzanej operacji wydaje się logiczna. Do tego dochodzi strach o oszczędności, a ten skutecznie wyłącza czujność.
Poszkodowany był przekonany, że wykonuje polecenia osoby, która chroni jego pieniądze. Tymczasem każdy podany kod był w praktyce podpisem pod kolejnym przelewem dla złodziei. Policja zwraca uwagę, że oszuści grają właśnie na pośpiechu, zaufaniu i obawach o bezpieczeństwo pieniędzy.
Do przelewu wystarczy numer konta
Sam często sprzedaję rzeczy przez internet i trzymam się jednej zasady: kupującemu podaję numer rachunku i na tym moja rola się kończy. Nie loguję się na żadnej stronie, którą ktoś mi przysłał, i nie zatwierdzam żadnych SMS-ów. Przyjęcie przelewu nie wymaga od odbiorcy żadnej akcji. Pieniądze po prostu pojawiają się na koncie.
Jeśli więc w rozmowie z kupującym pojawia się którykolwiek z tych sygnałów, kończę kontakt:
- link, który otwiera stronę logowania do banku,
- prośba o wpisanie loginu i hasła, żeby „odebrać” zapłatę,
- telefon rzekomo z banku zaraz po takiej wiadomości,
- prośba o podanie kodu z SMS albo zatwierdzenie transakcji, której sam nie zlecałeś.
Co zrobić, gdy dzwoni „konsultant”
Prawdziwy pracownik banku nie powinien nakłaniać cię do podawania haseł ani kodów autoryzacyjnych. Nie poprosi też o zatwierdzanie nieznanych transakcji. Tak przypomina policja, a aspirant sztabowy Elwira Domaradzka radzi wprost: przy wątpliwościach przerwij rozmowę i skontaktuj się z bankiem bezpośrednio.
W praktyce oznacza to, że się rozłączasz i sam dzwonisz na infolinię banku. Numer bierzesz z aplikacji, z oficjalnej strony albo z odwrotu karty, a nie z wiadomości czy z ekranu połączenia przychodzącego. Jeśli dane zostały już wpisane na podejrzanej stronie albo kody poszły w świat, liczy się każda minuta. Od razu informujesz bank o tym, co się stało, a potem zgłaszasz sprawę na policję, tak jak zrobił poszkodowany sprzedawca.
